Wstęp
Oskar Hansen
Miała to być „saga” naszej licznej rodziny, pomyślana jako zbiór opisów losów napisanych przez każdego z nas. W finale ograniczyła się, niestety, z różnych przyczyn, głównie do opisu moich losów na tle losów pozostałych członków rodziny.
Część dotyczącą korzeni naszej rodziny „po mieczu” napisał mój starszy brat - Arwid. Moja młodsza siostra - Karin, napisała o rodzinie Mamy. O dalszych losach naszego najstarszego brata Edgara napisała jego żona Karolina – Inka, a wspomnienia o Eriku – jego przyjaciel i szwagier Bolek Hebrowski, Arwid dodatkowo o swojej przygodzie z powojenną partyzantką.
Opowieść ta nie będzie ani ściśle umiejscowiona w czasie, ani fakty nie będą tak zupełnie ścisłe - za późno wziąłem się za napisanie tej historii. Będzie to raczej zbiór opisów miejsc, ludzi, zdarzeń, które w ten, a nie inny sposób nas ukształtowały. Będzie to opowieść, jak z wnuków norweskiego milionera, potem wileńskich „uliczników” staliśmy się tym, kim jesteśmy dziś. Dzienniki pokładowe Erika z “Daru Pomorza”, zasłużyły na umieszczenie w oddzielnym opracowaniu.
Arwid Hansen
Wiadomości o naszych korzeniach czerpaliśmy z różnych źródeł, różnych śladów, które pozostawili po sobie nasi przodkowie w wielu krajach: Norwegii, Rosji, Finlandii, Litwie i Polsce. Uzyskanie rzetelnych informacji o rodzinie było bardzo trudne z różnych powodów - mijającego czasu i przestrzeni oraz ok. 50 lat przebywania za żelazną kurtyną.
Należy stwierdzić, że nawet po osiągnięciu przez nas umysłowej dojrzałości, a potem pełnoletności nigdy nie byliśmy przez Rodziców w pełni informowani o naszych korzeniach, tak od strony Ojca, jak i Matki. Także sami nie interesowaliśmy się głębiej naszym pochodzeniem. Irma, Edgar, Arwid, Erik i Oskar przybyli do Polski, do Wilna w dzieciństwie - był rok 1924. Runar i Karin urodzili się już w Polsce, w Wilnie. Po przyjeździe z Finlandii, uczęszczając do szkół w Wilnie, tak zaaklimatyzowaliśmy się tu, że nie interesowaliśmy się szerzej naszymi korzeniami. Chociaż nie mieliśmy „polskiego” nazwiska, co w jakimś sensie zawsze potwierdzało jakąś naszą odrębność i z tym związaną, boleśnie odczuwaną dyskryminację - ulegaliśmy stopniowej, a wreszcie całkowitej polonizacji.
Poza tym rodzina przeszła, częściowo bezpośrednio, przez okrutne i bezwzględne tryby obu ostatnich wojen światowych wraz z rewolucją październikową w Rosji. Wydarzenia te całkowicie zmieniły życiowo - społeczną , a przede wszystkim materialną sytuację naszych Rodziców i każdego z nas. Każdy z nas jest nosicielem bogatego bagażu doświadczeń życiowych i wspomnień.
Nie było ani czasu, ani ochoty, a przede wszystkim dostatecznych motywacji zainteresowania się i rozpamiętywania o naszych korzeniach, gdy trwała nieprzerwana walka o byt. Walka z samym sobą w szkołach i uczelniach, a potem w pracy zawodowej, by stawać się kimś. Nie było dostatecznej potrzeby docierania, a tym bardziej opisywania swoich korzeni. Do tych działań należało po prostu dojrzeć. A do tego większość dochodzi na starość..., niestety.