nasze korzenie ze strony Ojca

Arwid Hansen

Norwegia

prapradziad – chłop, Herman Gulbrandsen

Wśród lasów, na wschód od miasta Kongsvinger, w południowo - wschodniej Norwegii, w posiadłości Eidskog, leży mała wioska Fjeld - Gardene. W roku 1801 mieszkało tam zaledwie 7 rodzin. Rodzina naszego ojca Karola Hermana pochodziła z miejscowych chłopów. W jednym z zabudowań wspomnianej wioski, w latach 1780 – 1790, mieszkał chłop Herman Gulbrandsen. Miał on 3 synów i 3 córki.

Kilka kilometrów od Fjeld - Gardene znajduje się do dziś czynny mały, drewniany kościółek - Matrand. Tuż przy kościółku jest cmentarzyk, na którym jeszcze w 1970 roku widzieliśmy kamienny nagrobek z nazwiskiem Gulbrandsen. Cmentarzyk ten znany jest w historii norweskiej ze zwycięstwa pułkownika Krebsa nad Szwedami w 1814 r.

pradziad - szewc Hans Hermansen

Hans Hermansen (1794 - 1833), średni z trzech synów Hermana Gulbrandsena, przybył do twierdzy Akershus w Christianii. Od 1818 roku służył w wojsku, był artylerzystą w tej fortecy (Festningen). Hans Hermansen, żołnierz garnizonu twierdzy, zajmował się równocześnie szewstwem, ponieważ chleb żołnierski był mniej niż skromny. Zawodu tego nauczył się mieszkając w Fjeld - Gardene.

prababka - Maren Mari Torgersdatter

W roku 1821 poznaje o 4 lata młodszą Maren Mari Torgersdatter (1790 - 1861), córkę stolarza Torgera z Moss. Opuściła ona Moss i wyjechała do Pebbervingen koło Christianii, gdzie znalazła pracę jako służąca. Jej warunki bytowe w domu rodzicielskim były trudne, a o pracę w Moss było niełatwo. W Pebbervingen poznała artylerzystę Hansa Hermansena. Hans zostaje ojcem chłopca, któremu nadano imię Herman (Herman Hansen - 18 XI 1821 r.).

Christiania - Hans i Maren Mari Hermansen

W starej księdze kościoła zamkowego jest 8 lutego 1822 roku zapis o ślubie Hansa Hermansena z Marią Torgersdatter. Wtedy dopiero zostali oni formalnym małżeństwem, o co usilnie zabiegał znany ze swej purytańskiej surowości miejscowy pastor ewangelickiego kościoła zamkowego przy Akershus.

Wkrótce potem nowożeńcy przenieśli się na ulicę Voldgate, gdzie 19 lipca 1824 roku urodziła się córeczka, której nadano imię Martina. W tym czasie Hans Hermansen kończy służbę wojskową w twierdzy i wraz z rodziną przenosi się na ulicę Lakkegaten. Ulica ta, w tym okresie, leżała na dalekich peryferiach Christianii i była zamieszkiwana przez biedotę. Hans Hermansen utrzymywał się z szewstwa. Żona Maria, ogromnie dbająca o dzieci i dom, zmuszona materialnymi warunkami, pomagała utrzymać rodzinę piorąc bieliznę ludziom oraz podejmując się różnych usług okolicznym mieszkańcom.

W takich trudnych warunkach wyrastały i wychowywały się, w tym najmłodszym okresie życia, ich dzieci - Herman i Martina. Wszystko wskazuje, że w pamięci tych dzieci na pierwszym miejscu w ich życiu i ukształtowaniu ich postaw moralnych była matka Maria. Wydaje się, ze główne motywacje tak Hansa Hermansena, jak Maren Mari Torgersdatter, które kierowały decyzjami migracji z miejsca urodzenia do Christianii, by tam szukać pracy - były podobne albo identyczne. Przede wszystkim trudna sytuacja bytowa w ich domach. W Fjeld - Gardene z niedużego rolnego gospodarstwa trzeba było utrzymać liczną rodzinę - co najmniej 8 osób: Gulbrandsen z żoną mieli sześcioro dzieci - 3 synów i 3 córki. Nie inaczej przedstawiała się sytuacja materialna w domu ojca Marii, Torgera, stolarza z Moss. Także brak perspektyw pracy zarobkowej w miejscowościach ich pochodzenia sprzyjał życiowym decyzjom migracji. Mamy więc do czynienia z klasyczną sytuacją - migracją ludności wiejskiej i małomiasteczkowej do większego miasta, żeby przeżyć, żeby być kimś w życiu.

W roku 1833 rodzina Hermansenów przeżywa dramat. Norwegię nawiedza epidemia cholery azjatyckiej. Przecinkowiec cholery zbiera ogromne żniwo śmierci zwłaszcza wśród mieszkańców przedmieść Christianii. W tych dzielnicach warunki sanitarno - higieniczne były trudne, a i odżywienie i stan zdrowotny mieszkańców nie najlepszy, a odporność na bakteryjne zakażenia mała. Określa się, że w tym czasie tylko w Christianii zmarło 834 osób. Zmarł mający zaledwie 39 lat Hans Hermansen - ojciec Hermana i Martiny.

dziadek - Herman Hansen „Appelsin”

dzieciństwo

Żona Hermansena - Maren Mari i dwoje małych dzieci: Herman i Martina, przeżyły kilka bardzo trudnych miesięcy 1833 roku. W domu z każdym dniem sytuacja stawała się na tyle trudna, że zagrażała głodem. W tym okresie zresztą w niektórych częściach Norwegii zjawiskiem częstym było niedożywienie. Mały Herman, mający wówczas zaledwie 12 lat, ujawniał już znaczną inwencję i aktywność. Wiedział, jak pomóc rodzinie - matce, siostrze i sobie - był wszak „mężczyzną”. Z początku wynajmował się jako pośpieszny posłaniec do różnych poruczeń, a przy tych czynnościach rozwijał się fizycznie, głównie w bieganiu. W przyszłości miało mu to wielokrotnie uratować życie. Przez pewien czas, już jako dorastający chłopiec, pracował jako służący, a także jako czyściciel lamp naftowych w Gruesalen przy Vognmannsgaten w Christianii.

Herman „Appelsin”

Z obiektywnej oceny jego życia wynika, że niewątpliwie posiadał wrodzony zmysł handlowy w najlepszym tego słowa znaczeniu. Wpadł na pomysł kupowania w porcie Christianii pomarańczy, które w stolicy Norwegii były wówczas drogim i na ogół mało znanym owocem. Obowiązywała wówczas Hermana zasada podstawowej kalkulacji ekonomicznej i oczywiście ryzyka handlowego.

Herman sprzedawał pomarańcze wśród okolicznych mieszkańców jak i w domach leżących dalej od centrum Christianii. Popularyzował korzyści zdrowotne spożywania tych pięknych, słonecznych owoców. Po pewnym czasie sprawił sobie ręcznie ciągniony wózek. Tym sposobem dorastający chłopiec mógł kupować większą ilość owoców. Sprzedaż pomarańczy szła mu coraz lepiej. Herman stał się w tym okresie w Christianii charakterystyczną sylwetką w obrazie stolicy. Wtedy właśnie otrzymał spontanicznie nadane przezwisko „Pomarańczowy Herman” - „Herman Appelsin”. Przylgnęło ono do niego na całe, burzliwe życie.

Już wkrótce Herman nie był zwyczajnym przekupniem. Zorganizował i rozwijał coraz szerszą sprzedaż tych owoców. Oczywiście wymagało to wielu starań i pokonywania licznych przeszkód przy zaopatrywaniu się w towar w dostatecznej ilości i dobrej jakości. Na wolnym rynku Christianii dysponował całą armią sprzedawców, szukających popłatnej pracy, którzy sprzedawali jego owoce w różnych częściach miasta.

Stał się po pewnym czasie rzutkim właścicielem intratnego przedsiębiorstwa handlowego. Wyczuł potrzeby rynku i wykorzystał je. Stał się poważnym dystrybutorem pomarańczy i owoców południowych w Christianii. Zdecydowanie znalazł drogę wyjścia z biedy.

Handlowanie pomarańczami stało się zaledwie wstępnym etapem jego aktywności życiowej. Rozszerzył swoje przedsiębiorstwo handlując rozmaitymi innymi towarami. Wylansował między innymi i sprzedawał charakterystyczne kaftany - żakiety, zwłaszcza studentom przebywającym w Christianii. Te jego pomysłu i kroju jasnoszare kaftany stały się tak modne, że niemal wszyscy młodzi ludzie i studenci w Christianii nosili je nie tylko w salach wykładowych, ale i w domach. Studenci z prowincji wyjeżdżający podczas wakacji i świąt do miejsc swojego zamieszkania przenosili modę na jasnoszare kaftany na cały kraj.

Herman także projektował, produkował i wypożyczał stroje maskaradowe. W całej tej działalności handlowej istniały oznaki określonego „smaku” estetycznego, a być może cechy projektanta odzieży - trudno dociec, od kogo przejął te cechy Herman (nie mając żadnych studiów w zakresie mody itp.). Znany był w Christianii sklep Hermana „Appelsina”, w którym można było kupić niemal wszystko „od mydła do powidła”.

cyrkowiec

Herman był z natury osobą niespokojną, rozsadzała go energia, która czyniła go ciągle aktywnym i pomysłowym. Nie mogła mu nawet wystarczyć pomysłowo rozwijana działalność handlowa. Pragnął zaprezentować się osobiście, zaimponować otoczeniu, samorealizować się w działaniach, na które nie stać innych.

Mając 18 lat staje się właścicielem mini - cyrku, menażerii złożonej z kilkunastu zwierząt. Bezpośredni kontakt z publicznością rozpoczął jako konferansjer na targowiskach Christianii. Bierze udział w imprezach pięknej pani „H”, która tańczyła na szczudłach i na linie. Zespół pani „H”, określanej jako miejska „noblesse”, chętnie odwiedzał jarmarki w Norwegii.

Nie trwało długo, kiedy Herman „Appelsin” stał się najbardziej atrakcyjną przynętą całego widowiska, obok takich numerów jak „kobieta bez dolnej połowy ciała” czy występy pani Jordhoy, która tańczyła na rozżarzonych węglach...

Herman zabawiał publiczność głównie swymi eksperymentami ekwilibrystycznymi - ale nie tylko. Okazało się, że osiągnął doskonałość urodzonego akrobaty. W prasie istnieją opisy, że dla Hermana było drobnostką położenie sobie jednaj nogi lub obu nóg na karku, a następnie maszerowanie tylko na jednej nodze lub tylko na rękach.

fordanser i bywalec

Herman „Appelsin” był proporcjonalnie i pięknie zbudowanym mężczyzną przy wzroście ok. 190 cm. Przez dłuższy okres życia zachował młodzieńczą, szczupłą sylwetkę. Posiadając popularność i imponującą prezencję bywał zatrudniany w reprezentacyjnych lokalach Christianii nawet jako fordanser. Herman kochał pieniądze. Nie tylko jako cel sam w sobie, ale jako środek, żeby być widzianym i podziwianym. Mogła to być psychologicznie uzasadniona reakcja na biedę i nędzę, w której jako dziecko wyrastał. Zwłaszcza w światku klas niezamożnych i biedaków, w dzielnicach Vaterland i na Starym Mieście, czuł się jak ryba w wodzie. Tutaj promieniował rzucającą się w oczy elegancją i swobodnym dowcipem oraz zachowaniem.

Biografie Hermana „Appelsina” zupełnie pomijają losy rodziny, która mieszkała przy Lakkegaten. Należy domniemywać, że w miarę sukcesów ekonomicznych Hermana byt jego matki Marii i siostry Martiny ulegał poprawie. Istnieją wzmianki prasowe i biograficzne, które opisują, że kiedy Herman odwiedzał znane w Christianii lokale, np. „Madame Cornes” albo Ostdahls i wchodził na salę tańca, błyszczał niby gwiazda. Zaś młode piękności Christianii słały mu gorące, pełne podziwu i obietnic spojrzenia.

sportowiec

Herman „Appelsin” zyskał także znaczną popularność jako najszybszy biegacz w całej Norwegii. Swoje wyczyny sportowe otaczał pewnego rodzaju mistyką. W Moss był uważany za najszybszego biegacza świata. Chętnie, zwłaszcza w dni świąteczne, występując na placu Festvingen, przed popisami sportowymi połykał jakiś biały proszek. A panie, obecne na widowisku, wzdychały z podziwu - nie wiedząc, że ten proszek można kupić w każdej aptece (a może już wówczas Herman świadomie stosował doping?...).

Latem chętnie odwiedzał ze swoim mini - cyrkiem miasteczka po obu stronach fiordu Christianii. Wykorzystywał do swojej działalności różne, zwłaszcza masowe imprezy handlowe, np. dał kiedyś pokaz tresury zwierząt i swoich akrobatycznych umiejętności w Grundset Marked, gdzie miała miejsce największa w Norwegii wystawa towarów. W swoim mini - cyrku miał niedźwiedzia, wilka, małpę i lamparta.

pierwsze podróże

W roku 1843 Herman, który miał wówczas 22 lata, przybył do jednego z większych miast leżących na północy kraju, do Trondheim, gdzie mieści się słynna gotycka katedra, w której koronowani są od wieków królowie Norwegii. Rozbił wtedy swój namiot na wprost Hornemannsgarden, aby tam zaprezentować swoje pokazy. W tym okresie życia Herman robił także wypady do Szwecji, nawet do Sztokholmu. Latem poruszał się przeważnie pieszo. Potwierdza to jego wyjątkową sprawność fizyczną i zaradność.

aktor

Herman „Appelsin” krótko miał bezpośredni kontakt ze sceną teatralną, a więc z miejscem, w którym można być podziwianym, a także z którego można innym ludziom przekazywać uczucia i emocje. W jakich okolicznościach wszedł Herman na prawdziwą scenę teatralną? W Drammen, niedużym miasteczku położonym ok. 50 km od Christianii, kupował bilet do teatru, kiedy otrzymał wiadomość, że zespół teatralny potrzebuje aktora. Herman niezwłocznie zgłasza się. Tak bardzo pragnął występować przed teatralną publicznością. Zostaje przyjęty do zespołu. Start teatralny ułatwił Hermanowi producent masek gipsowych Guidotti.

Z istniejących recenzji teatralnych wynika, że Herman ok. 1840 roku brał udział w teatralnych przedstawieniach zespołu „Selmerske” w następujących sztukach: „Coliche” J.L.Heilberga oraz „List og Phlegme” Angely’ego i Pstorata. Jako aktor teatralny furory nie zrobił - wszak nie miał żadnej szkoły i elementarnego ogólnego wykształcenia. Chociaż w recenzjach z tych przedstawień można o Hermanie przeczytać, że „posiada zręczność, która graniczy z czymś niewiarygodnym i pozwala oczekiwać, że w przyszłości będzie to coś świetnego”.

Tromso - początek wielkiej przygody

Opuszczając w 1843r. dawną stolicę Norwegii Trondheim, Herman odwiedza leżące na dalekiej północy Tromso. Odbył do tego miasta tournée wraz z panią „H”. Wówczas musiał się czuć pełnym artystą. Był w prasie określany jako „fantastyczny, nie widziany dotychczas, człowiek - guma”. Występował z pelikanem, parą węży i lampartem, a także jako żongler i akrobata oraz szybkobiegacz.

Mimo, że dotychczas Hermanowi dopisywało szczęście, na ogół jego niespokojna natura chciała czegoś więcej. To, co osiągnął w Norwegii, uważał chyba za zbyt prowincjonalne. A może nie widział dla siebie i swoich możliwości dalszych perspektyw w kraju ojczystym.

Z pewnością trzymają go jeszcze więzy rodzinne - matka Maren Mari i siostra Martina, potrzebujące opieki i pomocy materialnej. I oto nadchodzą decydujące dla dalszych losów Hermana chwile podjęcia życiowej decyzji pozostawienia kraju i rodziny. Ten moment jest pomijany przez biografów norweskich, zwłaszcza stosunek Hermana do pozostawionej matki i siostry.

Właśnie w Tromso przygodnie spotkany rosyjski łowca zwierząt i myśliwy zaproponował Hermanowi odsprzedanie za wysoką sumę lamparta. Herman sprzedaje wszystkie zwierzęta. Żegna panią „H” i decyduje się na wyjazd do nieznanego kraju na wschodzie - do ogromnej Rosji carskiej. Miał wówczas 22 lata. Podróż odbywa statkiem.

podróże po Rosji

Nasza rodzina w Polsce nie ma żadnych wiarygodnych dokumentów lub informacji o dziejach dziadka Hermana „Appelsina” Hansena w Rosji carskiej, gdzie dorobił się ogromnego majątku. Wydane na ten temat książki, opowiadania i prasowe doniesienia niestety nie są oparte na rzetelnej dokumentacji. Wymagają odrębnych badań na terenie Rosji. Aktualne informacje z tego zakresu stanowią niekiedy typowe fantazjowanie autorów tych, kiedyś bardzo poczytnych w Norwegii opracowań. Dlatego informacje z tego okresu życia Hermana, które w zarysie przedstawimy, należy traktować z pewną rezerwą.

Herman „Appelsin” Hansen szukał szczęścia w północnej Rosji. Wylądował statkiem prawdopodobnie w Murmańsku. Krótko przebywał w Archangielsku. Wszystkie jego akrobatyczno - cyrkowe pokazy były przez carskich poddanych przyjmowane z dużym aplauzem. Ale to nie było to, czego szukał: wielkiej szansy dla poważnego, handlowego przedsięwzięcia. Z kilkoma zwerbowanymi ludŸmi i paru dzikimi zwierzętami ruszył z europejskiej północnej części Rosji, poprzez ogromne rosyjskie przestrzenie, dalej na południe i wschód. Wymagało to z pewnością niemało trudu. Nigdy nie poddawał się i w najtrudniejszych chwilach swego życia zwyciężał samego siebie, by nie popaść w zwątpienie.

Pewnego razu w środkowej części Rosji towarzyszący mu Rosjanie, powodowani głodem i nieporozumieniami, pobili Hermana i związanego zostawili, a zabite zwierzęta zjedli. Herman, dzięki gibkości ciała, sam uwolnił się z więzów. Następnie znalazł paru przyjaznych mu ludzi, z którymi uciekł. W czasie tych zdarzeń kierowany przezornością, żeby nie zostać doszczętnie ograbionym, zakopał swoją torbę podróżną, w której znajdowały się pieniądze i jakieś wartościowe przedmioty.

Oczywiście dobrze to miejsce zapamiętał i oznakował. Po dłuższym czasie dotarł do Uralu i otrzymał pracę jako robotnik w jednej z kopalń diamentów. Tutaj poznał technologiczne zawiłości poszukiwania diamentów i ich charakterystykę. Po pewnym czasie wrócił jednak po zakopaną torbę. Tam kopiąc ziemię i szukając ukrytej przez siebie torby zupełnie przypadkowo odkrył diamenty.

diamenty i wielki handel

Niedługo potem stał się handlarzem diamentów, a pewnego dnia także udziałowcem w diamentowych znaleziskach.

Posiadając zmysł handlowy i dotychczasowe bogate doświadczenie życiowe, a także nieprzeciętną sprawność psychiczną i ruchową, w stosunkowo krótkim czasie dochodził do coraz poważniejszej fortuny.

Zamieszkał teraz na południu Rosji u stóp gór Kaukazu, między Morzem Czarnym a Morzem Kaspijskim w ruchliwym mieście Tyflisie. Prawdopodobnie wybrał to miejsce celowo.

W tym okresie Rosja carska była w stanie wojny z Turcją. Wojna Krymska (1850 - 1851) osiągnęła apogeum. Ze swoim zmysłem do różnych interesów Herman wszedł szybko w kontakt z władzami wojsk rosyjskich. Można założyć, że Hermana nie obchodziła polityka. On wydaje się być przedstawicielem kierunku „pecunia non olet”. Uzyskał od władz rosyjskich prawo dostarczania różnych produktów dla zarządu frontowych arsenałów rosyjskich. Był jednym z najbardziej cenionych zaopatrzeniowców wojsk rosyjskich podczas wojny rosyjsko - tureckiej. Oczywiście przyniosło to Hermanowi znaczne korzyści. W Tyflisie istniał w owym czasie największy na świecie ośrodek handlu towarami wschodnimi, znanymi ze swego piękna. Handlował więc diamentami, metalami szlachetnymi, wschodnimi dywanami i jedwabiem. Herman od lat gromadził zdobyte środki pieniężne w odpowiednich bankach. Przez całe życie oszczędzał i żył raczej skromnie. Teraz był już milionerem w kraju, gdzie pieniądz oparty był na solidnych fundamentach, a ruble w złocie miały wartość międzynarodową; myślał o dalszych poważnych zamierzeniach handlowych i przemysłowych.

po 26 latach wizyta w Norwegii

Po raz pierwszy, po bardzo długiej, bo prawie 26 - letniej nieobecności w ojczyźnie, mając już 48 lat, w 1869 roku udaje się z wizytą do Norwegii.

I tutaj następuje, jak sądzimy, moment dramatyczny w jego życiu. Moment nie ukazywany należycie w piśmiennictwie norweskim przez jego licznych biografów. Zresztą do dnia dzisiejszego, m.in. na podstawie norweskich notek encyklopedycznych i starych sformułowań prasowych, Norwegowie dostrzegają w osobie Hermana „Appelsina” tylko i wyłącznie zgromadzone przez niego ogromne pieniądze. Nie widzą cierpiącego i walczącego człowieka z jego licznymi wadami i zaletami, z jago charakterem i słabościami. Norweski obraz Hermana „Appelsina” jest płaski i śmieszny - całkowicie nieprawdziwy. Wstyd, że rdzenni Norwegowie tego nie czują.

Matka Hermana, Maren Mari Hermansen, przez wiele lat nie miała wiadomości od syna, któremu dobrze powodziło się od czasu, gdy rozpoczął w Christianii coraz bardziej zróżnicowaną działalność handlową. Co prawda od czasu do czasu otrzymywała od niego małą pomoc pieniężną, ale w dalszym ciągu staruszka mieszkała na Lakkegaten, w tym samym starym, drewnianym domu. I wówczas, gdy synowi zaczęło się powodzić wspaniale, gdy mógł matce pomóc, aby żyła w dostatku i spokojnie na starość - umiera na zapalenie płuc w roku 1861.

Naszej rodzinie znany jest jeden, drobny pozornie, szczegół z życia Hermana „Appelsina”. Kiedy Herman był już bogatym człowiekiem, być może wzorując się na kimś, nosił w kamizelce złoty zegarek ze zwisającym na łańcuszku złotym medalionem. W medalionie tym - otwieranym z obu stron - znajdowały się dwie fotografie: matki Maren Mari i starszego syna Hermana Karola (naszego ojca). Obie te małe fotografie były badane w latach 1960 przez jednego z biografów Hermana „Appelsina”, pana Fritza Hollanda z Oslo, który stwierdził autentyczność fotografii (znajdują się one u rodziny w Warszawie).

Z jego bliskiej rodziny pozostała w Christianii tylko siostra Martina Hansen, która nie wyszła za mąż i w tym czasie mieszkała u producenta kiełbas w Gronland, u pana Germetera. Utrzymywała się przede wszystkim z szycia bielizny.

Herman „Appelsin” Hansen dotarł przez Hamburg do Christianii. Zatrzymał się w luksusowym apartamencie Hotelu Victoria w Christianii, gdzie był przyjmowany i honorowany jakby był prawdziwym księciem. Niebawem udał się do Norges Banku. Tam wyjął z kieszeni książeczkę czekową - zresztą bardzo grubą, aby dokonać wkładu na sumę 175 tysięcy specjałów (ok. 700 tysięcy koron norweskich). Wśród urzędników banku powstało zdenerwowanie połączone z podejrzeniem, iż tak ogromna suma nie mogła być osiągnięta uczciwą drogą. Herman został zatrzymany. Następnie został zmuszony do wykazania, że pieniądze są jego własnością - co bez specjalnych trudności udowodnił. Przeprosinom urzędników i kierownictwa banku nie było końca. Posiadamy w domu parę drobnych pamiątek po Hermanie „Appelsinie”, które przywoził siostrze Martinie z Rosji, są to: srebrna łyżka ze wzorem rosyjskim, ramki złocone z fotografiami syna, a naszego ojca. Podarowały je nam, w 1958 roku, znajoma i nasza daleka krewna z Oslo, panie Ass i Larsen.

Herman dużo podróżował po całej Europie w celach handlowych. Niejednokrotnie podczas tych podróży kupował szczególnie interesujące go, niekiedy bardzo drogie przedmioty. W rodzinie posiadamy oryginalny dowód kupna przez dziadka fortepianu firmy Bechstein z Wiedeńskiej Wystawy. Ten ogromny instrument o specjalnie zdobionym ciemnoorzechowym pudle nasz ojciec w czasie rewolucji zdołał przetransportować z Petersburga do Helsinek, a potem do Wilna.

babka - Helena Wittersheim

W czasie jednego ze swych licznych wyjazdów handlowych poznał w 1875 r. w Warszawie 17-letnią jasnowłosą piękność - Helenę, córkę polskiego oficera pochodzącego ze starej rodziny kurlandzkiej o nazwisku Wittersheim. Helena była młodsza od Hermana „Appelsina” aż o 38 lat! Dziadek nigdy się z nią nie ożenił. Sądzimy, że pragnął, aby zachowała pełną wolność. Dzieliła ich zbyt duża różnica wieku, która z biegiem lat (mógł tak prognozować) mogła ujemnie odbić się na ich pożyciu. Stąd przewidywana przez Hermana chęć pozostawienia majątku przede wszystkim swoim dzieciom, które będą przedłużeniem jego rodu. Mieszkał teraz stale w stolicy imperium cesarstwa rosyjskiego - w Sankt Petersburgu.

synowie - Herman i Oskar

8 grudnia 1876 roku urodził się Herman Carl (Karol) - nasz ojciec, a w r. 1880 drugi syn - Oskar. Nasz dziadek nie był jednak szczęśliwy z Heleną, która - jak to formułują niektórzy biografowie norwescy - „posiadała dość płytkie zasady w ich współżyciu”. Gdy dzieci: Herman - Carl i Oskar były już w wieku 3 - 6 lat, współżycie Heleny z mężem stawało się coraz gorsze. Stało się to poważnym źródłem narastających konfliktów, które ostatecznie skończyły się stałym rozejściem. Możemy domniemywać, że ten okres był dla Hermana „Appelsina” jednym z najboleśniejszych. Została rozbita rodzina. Pozostaje otwarte pytanie, czy w ogóle Herman chciał mieć rodzinę wobec jego ćwierćwiecznej samotności? Z umowy między Hermanem a Heleną wynikało, że dziadek będzie bezpośrednio opiekował się swoim starszym synem - naszym ojcem Hermanem - Karolem, a Helena synem młodszym - Oskarem. Herman obu synów zaadoptował.

W wirze swoich zawodowych zajęć i częstych wyjazdów zagranicznych Herman „Appelsin” nie miał innej możliwości, jak oddać starszego syna na wychowanie do internatu. Taki ekskluzywny internat wraz ze szkołą prowadzili w Petersburgu wychowawcy Niemcy, przy udziale rosyjskich kadr nauczycielskich. Tak więc nasz ojciec, podobnie jak dziadek, nie posiadał na co dzień ciepłej atmosfery tzw. domu rodzinnego. Wydaje się, że ta okoliczność (brak ciepła rodzinnego) mogła mieć określony wpływ na kształtowanie właściwości psychicznych i charakteru ich obu - dziadka naszego Hermana „Appelsina” i ojca naszego Hermana - Karola. Niewątpliwie, zdolności i decydujące cechy charakteru człowiek dziedziczy, a warunki obiektywne, w jakich przychodzi żyć, umożliwiają, hamują lub deprecjonują rozwój charakteru i zdolności.

Nasz ojciec nie miał normalnego dzieciństwa i wieku młodzieńczego - był pod nadzorem dyscypliny internatu i uczelni. Opanował biegle języki europejskie: niemiecki, angielski, francuski i oczywiście rosyjski, grał na fortepianie, miał zdolności plastyczne.

Petersburg - miejsce osiedlenia



W stolicy ogromnego imperium rosyjskiego, w Sankt Petersburgu, Herman „Appelsin” Hansen założył i prowadził przez wiele lat przedsiębiorstwo, handlując kosztownościami, a zwłaszcza diamentami, na których dobrze się znał. W miarę jak rosły jego dochody, lokował pieniądze w dużych domach stolicy, które wynajmował. Stawał się coraz bogatszy. Jak określano, dochód tylko z wynajmu ogromnego, wielopiętrowego, komfortowego domu, położonego przy centralnej ulicy stolicy (Newskim Prospekcie 29), przynosił Hermanowi dochód w wysokości 70 - 80 tysięcy rubli w złocie rocznie. Była to wówczas ogromna suma. Sam mieszkał w jednej z części tego pałacu.

Możemy sobie wyobrazić scenę, kiedy Herman „Appelsin” po zachodzie słońca odsłaniał zasłony okienne w pałacu i samotny spoglądał wzdłuż Newy na potok świateł z setkami lśnień... W samym sercu Petersburga mieszkał teraz on, „pomarańczowy chłopak” z Lakkegata - plebejskiej dzielnicy Christianii. Czy był w tym momencie naprawdę szczęśliwy i wolny w warunkach nieprzerwanie ciążących na nim trosk utrzymania i ciągłego pomnażania osiągniętej fortuny?...

wysoko urodzona klientela

Pewnego dnia do przedsiębiorstwa Hermana przybył z dowództwa armii rosyjskiej znany generał. Dostojnik wojskowy, mający bezpośrednie kontakty z dworem carskim, poinformował Hermana, że Wielki Książe (następca cara) pragnie zakupić kosztowny diament dla swej narzeczonej. Transakcja po pewnym czasie została dokonana przy pełnym zadowoleniu obu stron. Długo nie trwało, a Herman „Appelsin” stał się stałym dostawcą diamentów i innych drogich kamieni oraz biżuterii dla carskiego dworu rosyjskiego.

Wysoko urodzeni i pełniący znaczące funkcje w państwie rosyjskim goście Hermana przychodzili niemal codziennie. Wśród nich był car Aleksander II i wielcy książęta: Konstanty Mikołaj i Mikołaj Michajłowicz. Odwiedzali także Hermana, oczywiście w celach kupna diamentów i biżuterii, ich niezliczeni krewni, a więc książęta Piotr i Mikołaj z małżonkami, książęta Jerzy, Aleksander, Sergiusz i Alexis.

Któregoś popołudnia został poproszony o bezpośrednie spotkanie się z małżonką cara Aleksandra II. Został przyjęty na specjalnej audiencji przez carową Marię Fiodorowną, która przed zamęściem była duńską księżniczką Dagmar.

Herman przywdział najpiękniejsze swoje ubranie. Wyglądał imponująco. Na zamku Gatczyna został przyjęty przez kamerdynera - starego Duńczyka, który poprowadził go przez niezliczone sale i pokoje aż dotarli do sali z popiersiami carskimi. Tu kamerdyner poprosił, żeby zaczekał. Herman stanął przy jednym z okien, a oczekując mógł myśleć o różnych sprawach... Może jego myśli przeniosły go do tych dni, gdy mieszkał na Lakkegate, kiedy krążył od domu do domu po ulicach, zachęcając do kupna pomarańczy, kiedy czyścił lampy naftowe, a potem musiał solidnie myć twarz i ręce, gdyż były pokryte tłustą sadzą, kiedy popisywał się swoją akrobatyczną sprawnością wśród jarmarcznego zbiegowiska...

Wreszcie od tyłu posłyszał dźwięczny głos kobiecy. Była to carowa wszech Rosji, która powitała i pozdrowiła swojego nowego jubilera pałacowego. Na ciemnej sukni miała przypiętą tylko jedną zwykłą perłę. Herman spodziewał się raczej ujrzeć klejnot korony Sancy, który wymienia się na równi z super klejnotem angielskiej królowej Wiktorii - Kohinorem.

Nie rozmawiali o diamentach i klejnotach. Herman „Appelsin” na prośbę cesarzowej musiał opowiedzieć - oczywiście po norwesku (język duński i norweski różnią się minimalnie) - barwną i burzliwą historię swojego dotychczasowego życia - od rzeki Anerselva do Kaukazu i Sankt Petersburga. Carowa w milczeniu pilnie słuchała. A Herman opowiadał także o wielkich diamentowych rynkach Amsterdamu i Londynu oraz o tych wszystkich wydarzeniach, które ukształtowały jego fantastyczne życie. Wszystko, co mówił, dla tej wysoko urodzonej w Królestwie Danii księżniczki, a w danej chwili carowej Rosji, mogło się wydawać jakby to była jedna z bajek H.Ch.Andersena.

styl życia milionera

Te wszystkie wpływowe znajomości i cały przepych oraz „kadzidła” członków dworu cesarskiego bynajmniej nie uderzyły Hermanowi do głowy. Przejawiało się to w jego codziennym życiu - nawet nie próbował wkraść się w tę warstwę, była mu prawdopodobnie obca. Był kupiecko uprzejmy, ale nigdy uniżony lub schlebiający. Cechowała go postawa godności osobistej. Jak od lat nadal mieszkał w stosunkowo niewielkim mieszkaniu, we własnym ogromnym pałacu przy Newskim Prospekcie. Zatrudniał tylko kilku służących i posiadał jeden powóz. Nigdy nie miał przesadnych lub luksusowych obyczajów. Nie miał cech skąpca – nie tylko urządzał dla odwiedzających go Norwegów i Szwedów przyjęcia, ale opiekował się nimi, oprowadzał po zabytkach tego pięknego i wielkiego miasta.

Z bardzo nielicznych wspomnień naszej matki Anny, które pamięta z opowiadań naszego ojca Hermana - Karola, Herman „Appelsin” niejednokrotnie sam robił zakupy na targach w Petersburgu, sam wybierał i kupował pstrągi lub łososie, które nosił za nim jego lokaj.

Obu synów Herman formalnie zaadoptował. Starszego miał wychowywać on sam, a młodszego matka Helena. W rzeczywistości kontakty naszego ojca z dziadkiem, z przyczyn obiektywnych nigdy nie mogły być prawdziwie serdeczne i bliskie. Wydaje się, że przyczyniły się do tego także różnice w wykształceniu i różnym ogólnym poziomie kultury. Herman „Appelsin” to silna indywidualność z wrodzonymi zdolnościami gromadzenia bogactwa, nigdy solidnie w szkołach nie kształcony i nie wychowywany. Życiowe doświadczenia i wąski praktycyzm w realizacji celu były jedyną „szkołą” dziadka. Jako człowiek z wrodzoną inteligencją umiał dostosowywać się do otoczenia, zwłaszcza gdy wymagał tego interes. Nasz ojciec był inny.

Posiadamy oryginalne, bardzo krótkie liściki Hermana „Appelsina” do syna z podróży. W liścikach tych pisanych z trudem w języku niemieckim są krótkie przestrogi i pouczenia, żeby się dobrze uczył oraz informacje, że przekazuje mu na wydatki jednego rubla...

Tak często, jak pozwalały mu na to interesy, Herman odwiedzał Norwegię i siostrę Martinę, przywożąc jej różne upominki i wspomagając ją finansowo.

W latach ostatnich swego życia, od roku 1890, kiedy był już światowym handlowcem, zmogła go choroba nerek, m.in. pod postacią kamicy. Miał z tego powodu duże trudności z podróżowaniem. Gdy jego majątek sięgał 100 milionów rubli w złocie, sprzedał przedsiębiorstwo swojemu wspólnikowi - Niemcowi o nazwisku Hahn.

odejście

Zmarł w Sankt Petersburgu 22 listopada 1892 roku w wieku 71 lat. Pozostawił ogromny majątek. Według testamentu większa jego część przypadła synom. Jego siostra Martina otrzymała około półtora miliona koron norweskich. Herman „Appelsin” Hansen został pochowany w Petersburgu na cmentarzu Mitrofani.

Martina Hansen i jej testament

Siostra dziadka zmarła w Christianii wkrótce po swoim bracie - w lutym 1893 roku. Tamże, na starym cmentarzu w dzisiejszym Oslo, jest jej grób z charakterystycznym kamiennym pomnikiem. Przez wiele lat cierpiała na gościec stawowy i chodziła o lasce.

Przed śmiercią opiekowali i interesowali się Martiną nie tylko lekarze. Była panną bezdzietną z dużym spadkiem. Nie ulega wątpliwości, że określone osoby z jej bliższego i dalszego otoczenia miały wpływ nie tylko na treść jej pierwszego testamentu, ale na zmiany w testamencie, które na łożu śmierci - być może w ograniczonej świadomości - podpisała. Odpisy wspomnianych dokumentów w języku norweskim otrzymaliśmy w 1957 roku od pana adwokata Melby, prezesa fundacji im. Hermana i Martiny Hansen. Martina w swoim testamencie cały spadek ofiarowała na bardzo różne cele dobroczynne w Norwegii.

Poważna część tych pieniędzy została przeznaczona na budowę szpitala dla „dzieci skrofulicznych”, chorych na różne postacie gruŸlicy. Kwota przeznaczona na ten cel, złożona w banku norweskim, przez ponad 40 lat rosła dzięki procentom. W roku 1934 wynosiła już 3,5 miliona koron. Umożliwiło to fundacji norweskiej im. Hermana i Martiny Hansen wybudowanie szpitala w Bćrum, w miejscowości Sandvika koło Oslo. Od przeszło 50 lat szpital ten spełnia swoje społeczne zadania przy pomocy miejscowych organów samorządowych i państwowych. Szpital stał się znanym w Norwegii ośrodkiem operacyjnego leczenia zmian kostno - stawowych.

W 1986 roku, podczas obchodów 50 rocznicy działalności szpitala im. Hermana i Martiny Hansen przedstawiciele naszej rodziny złożyli wizytę kierownictwu szpitala i wręczyli pamiątkowy kryształ - wazę z okolicznościową dedykacją od rodziny Hansen. Stwierdziliśmy, że do dawnego bloku szpitalnego dobudowywano, zgodnie ze współczesnymi wymogami architektoniczno - specjalistycznymi, nowy, duży blok szpitalny - który będzie miał najnowsze wyposażenie do przeprowadzania skomplikowanych form leczenia.

Jeszcze w roku 1970, podobnie jak po uruchomieniu szpitala w 1936 roku., szpital nosił imię: „Herman’s og Martina Hansen’s”. W 1986 roku stwierdziliśmy, że zmieniono pierwotną nazwę - na tablicy przed bramą wjazdową pozostała tylko Martina Hansen. Nie znamy przyczyn pominięcia imienia Hermana - „Appelsina”.

Helena Wittersheim - Sumowska

W kilka lat po śmierci Hermana „Appelsina” Helena wyszła za mąż za wielkiego właściciela ziemskiego na Ukrainie - Sumowskiego. Od tego nazwiska istnieje na Ukrainie miejscowość Sumy.

Helena w końcu XIX wieku wytoczyła sprawę sądową przeciwko norweskim spadkobiercom, tzn. przeciwko posiadaczom majątku Martiny. Po 11 - letnim procesie w 1903 roku przegrała ten proces przed najwyższym sądem rosyjskim.

Helena Wittersheim - Sumowska w 1925 roku zmarła w domu syna swego Hermana - Karola w Wilnie, gdzie została pochowana na cmentarzu ewangelicko - augsburskim. Przyjechała do syna tuż przed swoją śmiercią z zaawansowaną chorobą nowotworową.

Wykorzystano publikacje norweskie: