nasz ojciec – Herman Karol Hansen

w Wilnie - jakim Go pamiętam

Nasz ojciec zmarł w Wilnie w czasie drugiej operacji w 1928 r. na raka jelita grubego, w wieku zaledwie 52 lat. Miałem wtedy 6 lat. Pamiętam, a może wydaje mi się że pamiętam, trzy zdarzenia:
pierwsze - Ojciec siedzący za stołem wyjmuje białą, dużą serwetkę ze srebrnej obrączki (z inicjałami swego ojca Appelsina „H. H.”),
drugie - Ojciec podczas wizyty u gołębiarza na rogu ulicy Jasnej i Gedyminowskiej na Zwierzyńcu w Wilnie,
trzecie - chory ojciec leżący w łóżku karci Bubę furmańskim batem.

Zastanawiam się, dlaczego zapamiętałem akurat te zdarzenia?

Wydaje mi się, że pierwszy epizod utkwił w mej pamięci na skutek centralnej sytuacji Ojca przy stole, przy każdym posiłku, oraz wielokrotne powtarzanie się tej sceny. Myślę, że ta scena może być symbolem wychowania Ojca, które musieli mu wpoić opiekunowie tak domowi, jak i internatowi, a które po śmierci Ojca Matka starała się zaszczepić nam.

Drugi epizod - wizyta u gołębiarza była dla mnie oczarowaniem, magią powiewu gołębich skrzydeł, a dla Ojca namiastką spełnienia jego miłości do natury. Piszę namiastką, ponieważ Ojciec po śmierci „Appelsina” kupił majątek Nowicze - 3000 ha., gdzie lasy i jeziora stanowiły 90% powierzchni. O reperkusjach tego stosunku Ojca do przyrody będę pisał dalej.

Trzeci epizod - sposób karcenia Buby, był czymś szczególnie przykrym zarówno dla ojca, jak i oczywiście dla Buby... a ja, świadek, mały chłopiec, musiałem przeżyć głęboki stres. Kiedy dojrzewałem, coraz bardziej rozumiałem Ojca. Kochał Matkę. Jako lekarz wiedział, że wkrótce nas opuści. Buba był niesfornym synem. Myślę, że Ojciec karcąc go rozpaczał, że musi to robić. Musiał wierzyć, że w ten sposób pomoże Mamie.

co o Nim wiem

Tyle z moich osobistych wspomnień. Reszta informacji o ojcu będzie pochodzić z innych źródeł, które przetrwały i z których wynikają pewne wnioski.

Kiedy zmarł „Appelsin”, Ojciec miał 16 lat. Z opowiadań Mamy wiemy, że na skutek udziału w politycznych zamieszkach studenckich odmówiono mu studiowania medycyny w Petersburgu, dlatego ukończył ją w Kazaniu. Musiał mieć wtedy niewiele ponad 20 lat. Był przystojnym, młodym lekarzem, znającym co najmniej cztery języki, grającym na fortepianie i bardzo bogatym. Poznał naszą Matkę w 1916 r. t.zn. po około dwudziestu latach. Z pozostałych po Ojcu śladów wynika, że miał zdolności malarskie, a jak Mama mówiła, widział potem ich spełnienie w Eriku.

Poza malarstwem z natury, Ojciec projektował ubranka dla swych dzieci (szczególnie dla chłopców), które szyła domowa krawcowa. Opowiadała nam Mama, że Ojciec przed wyruszeniem z nami na długi spacer, czy wycieczkę statkiem, ubierał wszystkich w te jednakowe, przez siebie zaprojektowane ubranka. Naradzał się ze starszymi synami, jaką trasą będziemy iść czy jechać, a następnie tę trasę nam rysował. Wspominała Mama, że podczas tych przygotowań, dziwiła się Ojcu, że chce wędrować z taką „arawą” (czeredą). Podobno, niemal zawsze, znajdował się ktoś, kto pomagał Ojcu opanować trudne sytuacje. Wydaje mi się, że Ojciec inicjował te spacery nie tylko z powodu ojcowskiej dumy, ale prawdopodobnie, jako twórca naszych ubiorów, miał przyjemność w patrzeniu na rezultaty swoich propozycji i w wyciąganiu wniosków dla następnych projektów.

Ten plastyczno - kreatywny niepokój odziedziczył przede wszystkim Erik, potem Buba,Runar, w jakimś stopniu ja i moi synowie Igor i Alvar, a także wnuczki – Honorata i Karolina. Ilość i jakość wykonanych przez niego fotografii wskazuje, że pasjonował się tym zajęciem. Jego „czasoprzestrzenny” autoportret nawiązuje do odkrywczych poszukiwań artystycznych paryskiej awangardy z tamtego okresu (Marcel Duchamp). Kiedy zaglądam do archiwum klisz Ojca, przychodzi mi zawsze na myśl, że ten spory dorobek artystyczny nie ujrzał światła dziennego ze szkodą dla rozwoju fotografiki artystycznej.

Zajmował się także filatelistyką, o czym świadczą pieczołowicie przechowywane znaczki w kilku albumach. (Musiały stanowić dużą wartość - były źródłem utrzymania rodziny w trudnych ekonomicznie czasach okupacji niemieckiej.)

Pozostały, przypadkowy fragment skatalogowanego zbioru fotografii z różnorodnych dziedzin. Są to serie zdjęć dotyczących osiągnięć techniki, sceny z egzotycznych polowań, portrety zwierząt, twarze ludzi różnych ras i inne. Wszystko to świadczy o wszechstronnych zainteresowaniach Ojca.

Zanim poznał Mamę, był żonaty z aktorką Wandą Margeritą Rogozińską. Ich ślub odbył się w Londynie. Miał z nią troje dzieci. Z różnych miejsc urodzin ich dzieci wynika, że małżeństwo zmieniało miejsce zamieszkania. Pierwsza córka Irma urodziła się 19 października 1907 r. w Rydze. Miejsca urodzenia następnej córki Nory nie znamy. Trzecie dziecko, syn Edgar Borys, urodził się 4 kwietnia 1916 r. w Torusku koło Rżewa. W tym też czasie Ojciec bywał w swoim majątku Nowicze koło Święcian, gdzie wypoczywał pracując fizycznie. W pewnym momencie w Nowiczach musiało zaistnieć zagrożenie dla niego, jego rodziny oraz ich mienia przywiezionego z domu rodzinnego na Newskim Prospekcie w Petersburgu. Były to rzeźby z brązu i marmuru, nakrycia stołowe itp., które zakopał w kilkunastu skrzyniach w pobliżu domu z oddanym mu Antukiem - miejscowym chłopem.

W 1916 roku, a więc w roku urodzenia Edgara, znalazł się z trojgiem dzieci w Rżewie, gdzie poznał naszą Matkę.