Finlandia – Helsinki
Oskar
miejsce mego urodzenia
Urodziłem się 12 kwietnia 1922 r. w klinice Boyle’a w Helsinkach.
Mieszkaliśmy w pobliżu Helsinek, w posiadłości Syvaranta.
Duży, drewniany piętrowy dom, w stylu rosyjskim, z dwu - kondygnacyjną wieżą okoloną balkonami. Położony był na sporym, zalesionym terenie, nad jeziorem Tuusulanjärvi, na którego brzegu, ze zbudowanego na prośbę Taty pomostu, wędkowała nasza Mama.
Stalowa, secesyjna brama z motywem pajęczyny i napisem „Syvaranta” u dołu pozostała do dziś. Dom spalił się, natomiast ocalała brama i po obu stronach ścieżki prowadzącej do domu dwie kamienne rzeźby. Opowiadała mi Mama, że w parku było masę dzikich królików i wiewiórek dziesiątkowanych przez łasice. Martwe króliki i wiewiórki leżały na całym terenie.
Wśród zatrudnianych przez Ojca pracowników był w Syvarancie młody ogrodnik, który uśmiechał się do naszej Mamy, o co Ojciec miał do niego pretensję. Pamiętam także z opowiadań Mamy, że po zakupy jeździła zimą „podkurami” (fotel - krzesło z długimi płozami), a także i to, że w czasie rewolucji fińskiej były ogromne trudności w zaopatrzeniu w żywność i wtedy jej brat Misza przywoził głowy cukru z jej rodzinnego Rżewa.
Miejsce to odwiedziłem w 1961 i w 1962 roku.
moje późniejsze fińskie kontakty
Do Finlandii na wykład o Formie Otwartej zaprosił mnie architekt, profesor Aulis Blomstedt, którego poznałem na kongresie TEAM 10 w Bagnols - sur Cèze. Zaprzyjaźniliśmy się. Po kongresie, z nim i jego przyjacielem Schimerlingiem (redaktorem Carré Bleu), zwiedzaliśmy twierdzę Aigues - Mortes i mieliśmy tutaj dziwną przygodę z psem.
pies z Aigues-Mortes
Kiedy weszliśmy pomiędzy warowne mury, był już zmrok i osaczyła nas sfora psów. Jeden z nich, z wyglądu seter, przylgnął do Aulisa.
Z braku miejsca w hotelu zdecydowaliśmy się spać na platformie ciężarówki stojącej w pobliżu. Pies spał między nami. Nie karmiliśmy go i nie okazywaliśmy mu specjalnej czułości. Rano zostaliśmy obudzeni szczekaniem naszego towarzysza i pretensjami listonosza, że nie trzymamy tak złego psa na uwięzi. Kiedy jedliśmy śniadanie w pobliskiej kawiarni, pies leżał na naszych stopach. Miał piękną skórzaną obrożę z metalową płytką, na której było wygrawerowane jego imię i dane jego właściciela. Pies wyglądał dobrze i nie prosił o jedzenie. Właściciel kawiarni nie mógł nam wyjaśnić zachowania się psa. Przyszedł czas powrotu do Paryża. Szybko wsiedliśmy do samochodu. Kiedy spojrzałem wstecz z rozwijającego prędkość samochodu, zobaczyłem naszego nocnego towarzysza pędzącego rozpaczliwie za nami. To taką przyjażnią do świata promieniował Aulis.
Od tego zdarzenia minęło ponad 35 lat, a pamiętam je jak gdyby zdarzyło się wczoraj.
Sibelius
Podczas pobytu w Finlandii poznałem uroczą żonę Aulisa, najmłodszą córkę Sibeliusa - Heidi, twórczynię pięknej, typowo fińskiej, skromnej w formie, prostopadłościennej ceramiki. Zawieźli mnie do znanej im Syvaranty. Po drodze odwiedziliśmy rodzinny dom Sibeliusów, gdzie poznałem drugą córkę wielkiego kompozytora. Żyjąca jeszcze żona kompozytora już się gościom nie pokazywała.
W porośniętym sosnami parku widziałem poetycki mur, budowany w przerwach w pracy kompozytorskiej, dla samego murowania, który niczego nie odgradza..., zaczyna się przypadkowo i przypadkowo urywa. Na tym pół dzikim terenie widziałem niską, jak otaczająca ją trawa, dużą ze stali nierdzewnej płytę z napisem „Sibelius”, którą zaprojektował jego zięć Aulis.
Wspominam te zdarzenia odległe od siebie w czasie dlatego, że jestem architektem i jestem przekonany o oddziaływaniu przestrzeni. Syvaranta to miejsce, gdzie stał mój pierwszy rodzinny dom. W nim, w początkach naszego wieku, przebywał pełen sił twórczych Sibelius. Musiało minąć 39 lat od chwili opuszczenia przeze mnie Syvaranty, żebym w towarzystwie córki wielkiego kompozytora wszedł ponownie przez słynną bramę i znalazł się w miejscu domu rodzinnego. Było to dla mnie przeżycie wyjątkowe. Kiedy wracaliśmy, czułem się jakoś pewniej, godniej.
Kto wie, czy fakt, że przestrzeń Syvaranty gościła ojca Heidi i ta sama przestrzeń była moim domem rodzinnym nie miała w jakimś stopniu wpływu na powstanie naszej z Blomstedtami wielkiej i długiej przyjaźni?
fińscy architekci
Podczas pobytu poznałem grono przyjaciół Aulisa i ich dzieła. Poznałem Hekki i Kaję Sirenów.
On pogrążony w pracy nad projektem następnego banku, zaniepokojony ilością zarabianych pieniędzy, (a w ogóle boomem gospodarczym Finlandii wynikającym z bardzo korzystnych relacji ze Związkiem Radzieckim,) wahający się nad wyborem koła sterowego, z proponowanych mu przez muzea i kolekcjonerów, do jachtu, który budują mu, w otaczającym dom lasku, amerykańscy specjaliści.
Hekki, jego żona, pogrążona w rozpaczy nad swymi dziećmi narkomanami (córka 15 lat), które tłumaczą jej, że nie jest wrażliwa na nadchodzący koniec świata, dzieliła się ze mną pomysłem powołania do życia międzynarodowej organizacji kobiet do walki z narkomanią.
Z dzieł Sirenów wzruszyła mnie szczególnie czytelna semantycznie, skromna przestrzeń kaplicy w miasteczku studenckim w Helsinkach. Z ław purytańskiego wnętrza małej kaplicy widzi się, poprzez skrajnie uproszczoną formę ołtarza stojącego przed szklaną ścianą, krzyż ustawiony na zewnątrz na tle liziery lasu i obszaru nieba. To przyrodniczo zmienne tło, w relacji do stałej formy krzyża, powoduje zmienną relację formalną między nimi, gdzie dominuje statyczny krzyż: stałość wiary wobec zachodzących procesów - od burz po piękną pogodę.
Poznałem architekta Petaję. Odwiedziłem jego dom, którego treścią wydała mi się sauna. Zwiedzałem kościół projektowany przez niego. Niestety, jakże to inna przestrzeń niż w kaplicy Sirenów.
Poznałem Rusuvuori, powściągliwego w słowach architekta i podobnie jak Aulis, syntetycznego w twórczości.
Spędziłem długi wieczór z architektem Reimą Pietilą, „opętanym” wizją formy. Pamiętam, jak siedzieliśmy na podłodze w niemal pustym mieszkaniu, wśród sterty szkiców słynnego dziś domu studentów w Otaniemi. Pietila dzielił się ze mną intuicyjną drogą poszukiwania formy. Spędzony tam wieczór pozwolił mi bronić tego projektu i jego autora na łamach fińskiego ARK'u, kiedy krytyka fińska po zrealizowaniu obiektu mieszała Pietilę z błotem, aż musiał opuścić na jakiś czas Finlandię.
W bezpośrednim kontakcie z czasoprzestrzenią fińskiej architektury zrozumiałem, dlaczego zostałem zaproszony. To, co postulowałem w teorii Formy Otwartej, znajdowało się w dużej mierze w architekturze Aulisa czy w kaplicy Sirenów. Stwierdzenie faktu, że nie tylko my wyznajemy architekturę jako tło eksponujące procesy życia, a nie, jak lwia większość architektów, rozumiejąca architekturę jako przedmiot, sam w sobie określony kompozycyjnie, podbudowało mnie w naszych trudnych, polskich próbach.
pomnik Sibeliusa
Za sprawą Sibeliusa znalazłem się w Finlandii po raz drugi, tym razem z żoną.
Było to w 1962 r. Uczestniczyłem w jury konkursu na pomnik wielkiego kompozytora. Wygrała Eila Hiltunen. Kobieta miała realizować pomnik ‘wieszcza’ muzyki fińskiej. Wtedy, w Finlandii, wywołało to sprzeciw miejscowego środowiska rzeźbiarzy. Po obradach jury uczestniczyliśmy w fundowanym przez jurorów przyjęciu. Ubrano biesiadników w czerwone „puchate” śliniaki. Ubrana na czerwono obsługa wnosząca sterty czerwonych raków integrowała się również z nimi w kolorze. To jednodaniowe przyjęcie popijaliśmy winem. Aulis okazał się najzręczniejszym w konsumpcji tego nie łatwego, jak dla nas, dania, posługując się mnóstwem przeznaczonych do tego celu narzędzi.
Następnego dnia z całym jury polecieliśmy małym samolotem za koło podbiegunowe do Rovaniemi. Tam pokazano nam ekologiczną gospodarkę - elektrownię wodną. W dzikim terenie pagórek - „sezamie otwórz się”, wchodzimy do wnętrza hali wykutej w czerwonej skale, gdzie w ciszy pracują turbiny napędzane różnicą poziomów wód z poszczególnych, licznych jezior północnej Finlandii. Podobno do niedawna żyła tutaj w pobliżu rodzina niedźwiedzi, bo na tych terenach prowadzi się gospodarkę leśną prawie naturalną. Drewna nie wywozi się. Drzewa padają ze starości, czasem pomaga się im upaść, żeby spróchniały. Pozostawia się na określonej powierzchni najzdrowsze, pojedyncze drzewo - matkę, by wiatr rozsiewał jej nasiona. Naturalny, ciągły proces odnawiania się północnych lasów Finlandii zatrzymuje podskórne wody, które utrzymując właściwy poziom wód w jeziorach umożliwiają ekologicznie uzyskiwać energię elektryczną bez potrzeby zatruwania atmosfery czy też budowania elektrowni atomowych.
Ciekawe dla mnie było i to, że drewniane meble fińskie, słynne wtedy na cały świat, które, sam widziałem, meblowały również obskurne często wnętrza w ZSRR, były projektowane i wykonywane w Finlandii, ale z drewna ze Związku Radzieckiego.
Podczas tego pobytu, niedaleko od Helsinek, podobnie jak Syvaranta czy siedziba Sibeliusów w Jarvenpaa, zwiedzaliśmy wnętrze wczesno gotyckiego kościoła Hattula, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Pamiętam je jako surową czasoprzestrzeń, w wyrazie ludową, pozbawioną detali architektonicznych, w której biel była dopingowana średniowiecznym malarstwem. Kiedy chodziłem w stosunkowo niskim wnętrzu Hattuli, byłem pod ciągłym wpływem oddziaływania przenikań powierzchni sklepień, których czasoprzestrzenną ciągłość wzmacniała intryga ukazujących się coraz to nowych elementów polichromii. Wydawało mi się wtedy, że słyszę którąś z symfonii czy poematów Sibeliusa.
Z naszego pobytu pamiętam jeszcze różowe jeżyny, które towarzyszyły gotowanemu łososiowi i czerwonego, jak hala turbin, szczupaka, którego złapałem w pobliskim jeziorze.
Powracając do losów konkursu, twarde ‘prohiltunenowe’ stanowisko rodziny Sibeliusa, które reprezentował Aulis, jak również stanowisko jurorów, przechyliło szalę na korzyść laureatki. Ze swej strony udało mi się z Polski poprzeć Eilę Hiltunen w audycji radiowej. Myślę, że zrobili podobnie pozostali jurorzy: rzeźbiarze Mingucci z Włoch i Nellemose z Danii.
I tak powstał w parku w Helsinkach pomnik Sibeliusa, w formie „kroczącej” struktury z nierdzewnych rur dramatycznie rozprutych, kojarzący się z organami, z którego w południe miał rozlegać się hejnał w postaci fragmentu „Finlandii”.
Broniąc twarzy kulturowej Helsinek, protestowałem na łamach fińskiego Ark’u przeciw wyburzeniu zabytkowego hotelu ‘Adler” – słynnego, jako miejsce tajnych akcji politycznych podczas I-szej i II-giej wojny światowej.
Moje fińskie kontaktye skończyły się wraz ze śmiercią Aulisa i Heidi.
Syvaranta - przeżycia Edgara
Mój starszy brat Edgar, który odwiedził Syvarantę w 1970 r., przeżył niezwykłe spotkanie. Kiedy wszedł przez samotną bramę i znalazł się między dwoma, wspomnianymi wcześniej, rzeźbami, z pobliskiego drzewa sfrunął i usiadł na głowie jednej z nich ogromny, nieznany mu z gatunku ptak.
Edgar podszedł bardzo blisko, a nie spłoszony ptak zaczął przyglądać mu się bardzo przenikliwie. Wydawał przy tym bardzo dziwne dźwięki, jakby chciał mu coś powiedzieć; mój brat też mu coś odpowiadał. Bardzo długo trwał ten niezwykły dialog. Edgar w końcu wycofał się powoli; „genius loci” pozostał na swoim posterunku.
Edgar do końca życia wspominał to niezwykłe dla niego zdarzenie. Trzeba też przyznać, że lubił swoje opowieści ubarwiać.