Fernand Léger

Poznaję atmosferę pracowni wielkiego malarza.

Pracownia Legera mieściła się w tym czasie na placu Pigalle. Prowadziło ją małżeństwo Bouquet. On od strony administracyjnej, ona Nadia, Rosjanka, była asystentką mistrza. Lubili nas, tych ze wschodu. Pracownia to była duża, jasna, wysoka hala.

Było nas kilkanaście osób. Towarzystwo międzynarodowe. Nas, Polaków było czterech: Leszek Kunka, Tadzik Romanowski, Kazik Ostrowski i ja. Kazik wkrótce zrezygnował i malował w pracowni przyjaciela Francuza.

Léger ustawiał nam legerowskie martwe natury: nawet aktom towarzyszyły np. drabina, rower, gruba lina, barwna tkanina itp. Mistrz przychodził do pracowni, siadał naprzeciwko martwej natury, a my na jej tle pokazywaliśmy po kolei swoje prace. Jego korekta ograniczała się do: „ça va”, albo „ça ne va pas”. Wśród nas byli dosłowni imitatorzy techniki mistrza. Kiedy taki pokazywał, Leger tylko się uśmiechał i nic nie mówił.

Tu po raz pierwszy zetknąłem się bezpośrednio z malarstwem na takim poziomie. Wszystko było dla mnie nowe, ciekawe. Obserwowałem jak malują inni, uważnie słuchałem uwag Leszka. Tadzik rysował nieporadnie, ale jego zestawienia barwne Légerowi podobały się.

Fernand Léger