Lech Kunka - uczeń i nauczyciel
Pośrednio przez Kunkę uczyłem się Strzemińskiego analizy dzieł - przemawiała historia.
Odnosiłem wrażenie, że Leszek czuł się w pracowni Legera nienajlepiej. Mówiąc kiedyś o malowaniu u Legera powiedział, że zazdrości mi mojej świeżości, pasji, mojej niewiedzy i wynikającej z tego bezczelności, bo przekazana przez Strzemińskiego wiedza o sztuce, o malarstwie, hamowała jego twórczość, była jeszcze w tym okresie zbyt świeża, nie stała się jego intuicją. Jego malarstwo w tym okresie było żywe i dynamiczne, ale czuło się jednak jakieś ograniczenie, cenzurę. To tak, jakby mówił w obcym języku, znając tylko słówka i gramatykę, a nie czując jego ducha.
W pełni szczęśliwy był Leszek wtedy, kiedy penetrowaliśmy muzea i galerie sztuki. Zwiedzaliśmy je osobno i co pewien czas dzieliliśmy się tym, co zobaczyliśmy, a właściwie zbadaliśmy. Zachwycało nas szczególnie Musée de l’Homme. Oglądaliśmy starannie każdą galerię, szkicowaliśmy i opisywaliśmy wiele eksponatów. Leszkowi zawdzięczam coraz pełniejsze widzenie sensu plastycznego form, od niego też przejąłem metodę analizy (znów pośrednio od Strzemińskiego).
W Musée de l’Homme spędzaliśmy też najwięcej czasu. Kiedy tuż przed zamknięciem, jako ostatni opuszczaliśmy sale ekspozycyjne, czuliśmy się jak dwie elektrody dobrze naładowanego akumulatora (który z nas był plusem a który minusem?). W hotelu potrafiliśmy przegadać całą noc. Komentowaliśmy rysunki i notatki. Ale to Leszek potrafił nasze spostrzeżenia właściwie zdefiniować i „zaszufladkować” historycznie i formalnie. Kiedyś, po jednej z wizyt w starożytnościach Louvre’u, Leszek zrobił mi wykład o egipskiej rzeźbie, o greckim linearyzmie i rzymskim ekspresjonizmie. Jak to się mówi „opadła mi szczęka”. Były to wspaniałe chwile.
Oskar Hansen, Lutka Pink, Lech Kunka
dyskusje paryskie