O obrazach, rzeźbach, artystach, pracowniach i galeriach
Próbuję odszukać w twórczości innych, to co dla mnie cenne i to zdefiniować. Dziś piszę o przeżyciach z perspektywy ponad czterdziestoletniej i myślę, że jest to dostateczna odległość w czasie, żeby mieć w pamięci tylko najistotniejsze z tamtych wrażeń. Czas i późniejsze doświadczenia przeprowadziły ostrą selekcję wartości w mojej pamięci. Ludzie, dzieła, sytuacje dziś pamiętane, były przeżyciami wyjątkowymi na tle tysięcy innych. Te lekcje z zapamiętanych dzieł towarzyszyły mi i kształtowały w pewnym stopniu, chociaż nie wszystkie były mi miłe czy bliskie.
Koszyki
Tych wyselekcjonowanych już dzieł była również ogromna ilość. Były one „zaszufladkowane” przez historyków i krytyków sztuki, a także przez samych artystów i to była już jakaś pomoc, ale nie satysfakcjonująca. Interesowały mnie inne problemy i pod ich kątem widzenia wprowadzałem na własny użytek inną klasyfikację. Wrzucałem dzieła według moich kryteriów do różnych „koszyków”. Mogłem to zrobić oczywiście dzięki ciągłej relacji z Leszkiem, a więc z teorią widzenia Strzemińskiego, który tak wielką wagę przykładał do samodzielnych poszukiwań swoich wychowanków, a których zaopatrywał przedtem w bardzo solidną wiedzę o historii sztuki.
Uważaliśmy z Leszkiem, że poza tym, w zrozumieniu dzieła mogą nam pomóc osobiste kontakty z twórcami i w miarę możliwości tę myśl realizowaliśmy: malowaliśmy u Legera ; odwiedziliśmy: Picassa, Magnellego, Braunera, Herbina i malarzy Polaków: Lutkę Pink, Kaziela, Kujawskiego, rzeźbiarzy: Brancussiego, Gililiego, a ja w Anglii Moore’a i oczywiście architektów, z którymi miałem bliższe lub dalsze kontakty: Jeannereta, Sołtana, Le Corbusiera, Charlottę Periand, i architektów na kongresie CIAM-u w Bergamo, i w czasie Summer School CIAM w Londynie.
Wydawało nam się, że bezpośredni kontakt z artystą zapładniał nas zarówno wtedy, kiedy dzieło przerastało, naszym zdaniem, relację osobistą z jego autorem, jak i wtedy, kiedy idea artysty przerastała jego dzieło. Interesowało nas na ile dzieło jest spójne z ideą. Właśnie ta spójność między formą a ideą była nadrzędnym kryterium przy „wrzucaniu” do moich koszyków. Odnosiło się to do wszystkich dyscyplin: malarstwa, rzeźby, architektury, gry aktorów w teatrze.
4 koszyki
Mnie, architekta, interesował w dziele plastycznym czwarty wymiar - czas i to kwalifikowało do pierwszego koszyka, w drugim były malarskie poszukiwania formalne, w trzecim tzw. „dreszczowce”. Czwarty nazwałem „śmietnikiem”. Nie oznaczało to, że dzieła jednego artysty nie mogły znaleźć się w dwóch czy trzech koszykach (np. niektóre prace Picassa).
Moja propozycja koszyków była jak gdyby „ w poprzek” teorii Strzemińskiego ( i innych). On w „Teorii Widzenia” definiuje czasowy, ciągły – „wzdłużny” rozwój widzenia i co za tym idzie – sztuki. Moje spojrzenie jest segregacją wg. wybranych problemów – „koszyków”, niezależnie od czasu. Dlatego np. w jednym koszyku umieszczam Giotta, Rembrandta i Picassa.