w pracowni Jeannereta

Oczywiście zawsze z tych sobotnio - niedzielnych wypraw po muzeach i galeriach wracałem do pracowni na rue Jacob 20 w Quartier Latin. Kiedy zaczynałem tam pracę, na warsztacie był zaawansowany już projekt domków kolonii wakacyjnych dla dzieci. Ideą projektu było danie dzieciom możliwości spędzenia wakacji każdego lata w innym miejscu. Projekt kształtowały następujące wektory: lekkość elementów umożliwiająca montaż i demontaż dwóm osobom, pakowność i odpowiednie wymiary ze względu na transport, a co najważniejsze lepsze warunki bytowania niż w namiotach. Materiałem podstawowym było aluminium: odpowiednio formowane kształtowniki, blachy fałdowe i lekkie płyty izolacyjne. (Jeanneret był wówczas pod wpływem nowatora konstrukcji aluminiowych - Jeana Prouvé). Kiedy ukończyłem rysunki zestawcze dla różnych funkcji i zrobiono odpowiednią ilość makiet elementów dla uwydatnienia montażowego charakteru obiektów, robiliśmy zdjęcia nie gotowych budyneczków, a poszczególnych faz montażu: od ustawienia betonowych klocków fundamentów do przyjazdu pierwszych wakacjuszy. Zdjęcia makiet, rysunki i odpowiednia instrukcja, wszystko to zostało wydane jako informacja z okazji zjazdu dyrektorów szkół.

Czy była realizacja?...

Była to dla mnie dobra szkoła przed późniejszymi projektami pawilonów wystawowych w Izmirze czy Sao Paulo, których mogłem podjąć się już bez stresów.

Następną pracą był projekt „łamaczy słońca” (brises soleil) w budynku Armii Zbawienia (l’Arméé de Salut), który projektował le Corbusier z Jeanneretem w 1926 r. Była to jedna z pierwszych na świecie ściana kurtynowa, cała powierzchnia ze szkła, która jednak dla użytkowników okazała się uciążliwa, szczególnie latem. Zacząłem od analizy zestawu różnych „łamaczy” dla różnych pór dnia i roku. Na tej bazie narysowałem projekt. Następny temat to był budynek mieszkalny (80 mieszkań) w Grenoble. Było to studium, które miało otworzyć dialog z inwestorem, po analizie typu budynku - czy 3-4 kondygnacje bez wind, czy budynki 9-10 kondygnacyjne z windami. Zdecydowano się na te drugie. Oparliśmy się na schemacie budynków le Corbusiera z Marsylii, tzn. wewnętrzny układ komunikacyjny w kształcie litery T. Różnica polegała m.in. na tym, że u nas komunikacja była co drugą kondygnację, co umożliwiało większe zróżnicowanie mieszkań. Budynek był oczywiście sytuowany dłuższą osią płn-płd. z awaryjną klatką schodową przy ślepej ścianie północnej.

Taki schemat budynku, bardzo logiczny i prosty, przyjął się również później u nas w Polsce. Rozwiązywanie układów mieszkań nie było wielkim problemem. Miałem już za sobą niewielką praktykę w ZOR i na Wydziale, a novum polegające na dwukondygnacyjności mieszkań stwarzało frapujące możliwości.